Camino Santiago de Compostela

Super User. Opublikowano w Aktualności

 

Trzy Siostry Felicjanki i jeden Ojciec Redemptorysta 22 czerwca ruszyli w szczególną drogę.

O. Stanisław Janiga CSsR był kapelanem wyjątkowej pielgrzymki, w której szedł razem z s.M.Lilianną, s.M. Florentyną i s.M.Krzysztofą do grobu św. Jakuba Apostoła w Santiago de Compostela w Hiszpanii. Pątnicy wybrali trasę portugalską, dolatując do Porto, aby pieszo wyjść z Barcelos. Centrum każdego dnia była Eucharystia sprawowana w przydrożnych kaplicach lub w miejscu odpoczynku.

Camino jest miniaturką naszej drogi życia. Doświadczaliśmy Bożej Opatrzności i Jego hojnego błogosławieństwa.

Każdy dzień pokazywał nam jak Bóg się o nas troszczy w najmniejszym detalu. Doświadczaliśmy, że Bóg jest dobrym Ojcem, który lubi patrzeć jak szczęśliwe są Jego dzieci, lubi patrzeć w nasze szczęśliwe oczy. Trud fizyczny jest nieporównywalny ze szczęściem i radością jaką przeżyliśmy i które w nas trwają. Spotykaliśmy ludzi z różnych zakątków świata takich jak Korea Pd., Syberia, Kanada, Chile, Niemcy, itd. Oczywiście z entuzjazmem witaliśmy Polaków czy to maszerujących czy biegnących lub jadących na rowerach do celu, który łączył nas wszystkich. Camino jest bardzo dobrze zorganizowane, wystarczy się rozejrzeć, żeby znaleźć strzałki lub muszle wskazujące drogę (trochę jak w życiu, choć znaki na murze łatwiej odnaleźć niż Boże drogowskazy, których też dużo w naszym życiu choćby sakramenty, Pismo Święte i nauczanie Kościoła). Podziwialiśmy piękno stworzonego świata i jak refren powtarzaliśmy: jak tu pięknie, jakie to piękne! Wędrowaliśmy 8 dni, przemierzyliśmy 238 km i 30 czerwca stanęliśmy na placu przed monumentalną katedrą w Santiago de Compostela. Byliśmy bardzo szczęśliwi, że tu dotarliśmy, że spełniły się nasze marzenia o tej wyjątkowej wyprawie. Z wielką wdzięcznością w sercach modliliśmy się przy relikwiach Apostoła Jakuba. Nasza radość obfitowała w kolejnych spotkaniach, cieszyliśmy się ogromnie spotykając na placu przed katedrą ludzi, których już znaliśmy z noclegów czy z trasy. Różnorodność języków jakimi się posługiwaliśmy nie była żadną barierą w okazywaniu sobie radości i gratulacji. Może to też "miniaturka" wspólnego wędrowania do nieba, kiedy spotykamy różnych ludzi, czasem idziemy wspólnie krócej, czasem dłużej. Czasem nawet bezwiednie dodajemy komuś wiary, otuchy i zabieramy jego zniechęcenie, czasem sami czerpiemy ze świadectwa wędrowców a potem... chcemy spotkać się w niebie, jak na placu przed katedrą i będziemy wyczekiwać absolutnie wszystkich, których kiedykolwiek było nam dane spotkać.